Ocena użytkowników: 0 / 5

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Kopaniec. Kalendarium. Czyli niekompletny spis wydarzeń ważnych i zupełnie nie. Leszek Różański

 

wym. 17cm x16,5cm

 

 


 

Od Autora : ...czyli kilka prozaicznych odkryć, czasem zaskakujących

Kiedy przyjechałem do Kopańca w 1983 roku, popadłem w zachwycenie. Wioska gdzieś na krańcu świata, w której droga była nie całkiem asfaltowa i kończyła się w lesie, a wzdłuż niej rozsiane stare domy, często przysłupowe. Pomiędzy nimi sterczały z krzaków kamienne mury domów, których żywot zakończył się mniej lub bardziej dramatycznie. Jeden sklep, praktycznie brak ruchu samochodowego, zero nowych budynków. Czułem się jak w skansenie lub kapsule czasu. Dotarło do mnie, że są w Polsce miejsca, w których przeszłość jest bardziej żywotna od teraźniejszości. To było moje pierwsze odkrycie związane z Kopańcem. W 1990 roku, wraz z żoną i córką, przeprowadziliśmy się w Góry Izerskie. Wtedy właśnie historia dopadła mnie bezlitośnie. Zamieszkałem w domu przysłupowym z połowy XVIII wieku, na szczycie Koziej Szyi. W domu stała szafa śląska z 1794 roku, a w niej wisiał surdut z początku XX wieku. Szpary na strychu zatkane były starymi książkami, w tym jedną z drugiej połowy XVII wieku. Po całym domu walały się stare butelki, sztućce, narzędzia, ramki i tym podobne szpargały. Zacząłem ich używać, skoro były już na miejscu. Okazało się, że żywot przedmiotów jest trwalszy od życia ludzkiego. To było moje drugie odkrycie. Kiedy poddałem się przeszłości, postanowiłem dowiedzieć się czegoś o miejscu, które sobie wybrałem. A może to ono sobie mnie wybrało? Tak czy inaczej postanowiłem zasięgnąć języka u sympatycznych sąsiadów, którzy mieszkali tu od czasów wojny. Jak nazywał się Kopaniec przed wojną? – zadałem im pytanie. Nie wiedzieli. Byli trochę zdziwieni, że to mnie interesuje. Dotarło do mnie, że nic nie wiem… To było kolejne odkrycie. Postanowiłem poznać historię tego miejsca. Byłem przekonany, że ilość informacji będzie mocno ograniczona. Cóż mogło przetrwać wojnę, przesiedlenia i inne katastrofy? W końcu to tylko mała wioska zagubiona w górach. Po wielu staraniach i zabiegach ilość wiadomości o Kopańcu wyglądała nad wyraz marnie. Dosłownie kilka podstawowych danych. I na tym koniec. Tak przynajmniej wtedy myślałem. Jednak z upływem lat zaczęły trafiać do mnie różne dokumenty, często w fatalnym stanie, fotografie, listy, mapy, książki. Opowiadały o osobach i obiektach, które już dawno zniknęły w otchłani przeszłości. Wtedy dokonałem kolejnego odkrycia. Papier jest trwalszy niż kamień i człowiek. Zbierałem informacje chaotycznie i bez planu. Część z nich trzymałem w szufladach, segregatorach, a część w zakamarkach pamięci. Po dwudziestu latach zebrało się ich na tyle dużo, że zacząłem się w nich gubić. Postanowiłem zrobić z tym porządek. Ułożenie ich chronologicznie wydawało mi się najlepszym rozwiązaniem. Ku mojemu zaskoczeniu, okazało się, że im bardziej porządkowałem swoją wiedzę, tym więcej nowych informacji do mnie spływało. Kolejne odkrycie. Zajęło mi to prawie dwa lata. Oczywiście natężenie prac było bardzo zróżnicowane. Powoli zdarzenia zaczęły układać się w całość, wiązać się ze sobą i z siebie wynikać. Tak dotarłem do roku 1945, który wydawał mi się wyraźną granicą oddzielającą dwa światy. Coś się skończyło, coś się zaczęło. A tu czekało na mnie następne odkrycie. Jeden świat nie zastąpił drugiego. One się nałożyły. Jeden w drugi przeszedł dramatycznie, szybko. Od tego momentu przyszło nam żyć w podwójnym świecie. Powoduje to dużo problemów, ale również jest źródłem wielu fascynacji. Okazało się również, że choć jesteśmy społeczeństwem ciągle odwołującym się do historii, to o nią nie dbamy. Nie utrwalamy. Największy problem sprawiło mi odtworzenie zdarzeń, które miały miejsce po II wojnie światowej. Na szczęście mogłem skorzystać z pamięci najstarszych mieszkańców wsi. Tak powstało kalendarium. Rzecz skromna, subiektywna i z pewnością niepełna. Gdy kończyłem pracę nad moim kalendarium, czekało na mnie nowe odkrycie. Okazało się, że jestem jego częścią, tak jak jego częściami są jego byli, obecni i przyszli mieszkańcy. Poskładany obraz jest niekompletny, ale mam nadzieję, że pozwalający spojrzeć na historię Śląska przez pryzmat historii jednej wioski, położonej gdzieś w Górach Izerskich. Chciałbym, aby to kalendarium było przyczynkiem do dokonania, przez ludzi zafascynowanych tym miejscem, swoich własnych odkryć. Tak jak przytrafiło się to autorowi tych słów. Była to naprawdę wielka przygoda, która mam nadzieję, jeszcze się nie skończyła.

Leszek Różański, Kopaniec. Maj 2012