Historia obrazów wartych miliony, ukrytych w bunkrze należącym do murarza na Gumieńcach w Szczecinie, jest historią do złudzenia przypominającą tę o niemieckim kolekcjonerze Corneliusie Gurlittcie. Pochodzenie obrazów polskiego kolekcjonera wydaje się być dziełem przypadku, ale i tak dziwi fakt jakiegoś takiego cichego przejścia obok tej sprawy. Dlatego przypomnimy ją dziś. Historia ta zaczyna się w lipcu 2011 roku, czyli jeszcze przed odkryciem na początku 2012 roku kolekcji Corneliusa Gurlitta (fakt odkrycia tej kolekcji Niemcy trzymali w tajemnicy do listopada 2013 roku). Do szczecińskiej policji zgłosiła się kobieta z dwiema córkami, która twirdziła, że ktoś okrada jej 92-letniego męża. Łupem miały paść dzieła sztuki należące do jej męża Antoniego M.. Kobieta przekazała policji płytę DVD ze zdjęciami kolekcji. Płyta trafiła w ręce policjanta z Komendy Wojewódzkiej Policji w Szczecinie, który zajmuje się przestępczością związaną z zabytkami. Funkcjonariusz ten zorientował się, że ma do czynienia z wyjątkowym zbiorem. Na niektórych obrazach dostrzegł muzealne sygnatury, w związku z czym przekazał zdjęcia dalej kolegom z Komendy Głównej Policji. Po kilku dniach była pierwsza reakcja, Ministerstwo Spraw Zagranicznych poinformowało, że na zdjęciach jest co najmniej jeden obraz figurujący na liście polskich strat wojennych poniesionych w czasie II wojny światowej. Chodziło o litografię Józefa Czajkowskiego z 1903 roku "Cmentarz Ojców Reformatów w Krakowie", która w ostatnim roku wojny została zrabowana z Muzeum Śląskiego w Katowicach. Prokuratora wydała nakaz przeszukania i zabezpieczenia całej kolekcji, która trafiła ostatecznie do depozytu w Muzeum Narodowym w Szczecinie. Blisko 300 obiektów malarstwa od wczesnego renesansu, po barok niemiecki. Najstarszy obraz pochodzi z 1532 roku.

 

Zdjęcie z wnętrza prywatnego bunkra Antoniego M.

 

Jedno z dzieł znalezionych w bunkrze


Szczecińska policja zarekwirowała około trzystu dzieł sztuki, w tym grafikę skradzioną w 1945 roku z muzeum w Katowicach. Policyjny film pokazuje grube na pół metra betonowe drzwi prywatnego bunkra, które uchylają się po lekkim pchnięciu. Zakurzone obrazy leżą na podłodze, część jest oparta o ponadmetrowe ściany. Konserwator zabytków próbuje złożyć w całość jeden z nich, który rozpadł się na kilkanaście kawałków. Wokół jakieś śmieci, graty, brud. Ujęcie z zewnątrz. Dwupiętrowa, szara betonowa budowla na tyłach domku jednorodzinnego na Gumieńcach. W małych oknach grube kraty. Oto skarbiec Antoniego M. - 92-letniego murarza ze Szczecina.


FILM Z BUNKRA ANTONIEGO M. DO OBEJRZENIA TUTAJ

 

Antoni M.



Podobno o zbiorach Antoniego M. od lat krążyły w środowisku kolekcjonerów legendy. Mówiono, że ktoś widział u niego Cranacha. Podejrzewano, że może mieć nawet Rafaela. Ponoć po obrazy przylatywali do niego panowie helikopterami. Plotki jednak mówią, że nie handlował nimi. Nikt dziś nie jest w stanie oszacować wartości tego, co miał Antoni M. Fachowcy, z którymi rozmawialiśmy, mówią o "milionach euro". Antoni M., choć samouk, imponował w środowisku wiedzą z historii sztuki. W domu ma fachowy księgozbiór. Do Szczecina przyjechał zaraz po wojnie. Skąd taka kolekcja? Krążą różne wersje.

Pierwsza: Antoni M., od pewnego Żyda, który zajmował się handlem sztuki, odkupił willę, w którym pozostały obrazy. Za jeden mały obrazek, który sprzedał, dostał tyle, co za miesiąc pracy cała brygada murarzy. Druga: w latach 60. M. przez przypadek odnalazł skrzynie z muzealnymi zbiorami ewakuowanymi przez hitlerowców.

Co dalej z kolekcją Antoniego M.? Policja szuka właścicieli tych zabytków, ale to trudne i czasochłonne - jeśli nie niemożliwe zadanie. Policja przy pomocy ekspertów chce też zidentyfikować nieliczne rzeźby i kościelne wyposażenie znalezione w bunkrze. Od wyników pracy policji zależy, czy obrazy wrócą do Antoniego M., czy nie. Jak na razie tylko sprawa grafiki Czajkowskiego jest oczywista. Jako będąca na liście polskich strat wojennych jest własnością skarbu państwa i wróci do katowickiego muzeum.

Tymczasem jedna z córek Antoniego M. uważa, że działania policji i zdeponowanie zbioru w muzeum uderza w dobre imię ich ojca i jest działaniem "przeciwko Kulturze Narodowej". Tak wynika z zamieszczonego w internecie i rozesłanego do szczecińskich antykwariuszy listu zatytułowanego "Przez całe życie Kolekcjoner Sztuki, a na koniec Paser".

 

Sprawa kolekcji Antoniego M. kończy się w październiku 2012 roku, kiedy to kolekcja 300 obrazów zostaje odebrana z Muzeum Narodowego w Szczecinie. W śledztwie nie udało się ustalić skąd pochodzą obrazy, ani czy pochodzą one z czynu przestępczego. Teraz o kolekcję walczy skłócona rodzina...


Przygotował : Matthias

źródła : wikipedia, szczecin.gazeta.pl, materiały policji,